|
Ekshumacja żołnierzy
niemieckich w miejscowości Dębicze-Kopeć
8.10.2011
Dębicze-Kopeć
w gminie Grabów nad Prosną, to kolejne miejsce
które udało się odszukać dzięki czytelnikom
"Czasu Ostrzeszowskiego". W miejscowym lesie
znajdować się miała kolejna mogiła wojenna z
żołnierzami niemieckimi. Po uzyskaniu wszelkich
niezbędnych zezwoleń na przeprowadzenie
poszukiwań 8 pażdziernika 2011 roku, wczesnym
rankiem wyruszyliśmy w droge. Las kryjący
mroczną, drugowojenną historię nie od razu
pozwolił na odkrycie jej śladu, mimo iż po dziś
dzień żyje kilku naocznych świadków tamtych
wydarzeń. Po paru godzinach sondowania, po
przepytaniu kilku kolejnych świadków tamtych
wydarzeń udało się w końcu natrafić na szukane
miejsce. Bardzo cennych informacji dostarczył
nam właściciel lasu, którego ojciec na Święto
Zmarłych przynosił na zapomnianą mogiłę
symboliczną świeczkę, a jemu samemu wiele razy
pokazywał miejsce spoczynku kilkudziesięciu
żołnierzy. Ze wstępnych ustaleń wiadomo było iż
grób może kryć od 17 do 27 żołnierzy. Sam
pochówek okazał się dość głęboki i wachał się od
200 do 230 centymetrów. Prace ekshumacyjne
potwierdziły, iż pochowano w nim 22 żołnierzy
armii niemieckiej. Oprócz szczątków odnaleziono
12 nieśmiertelników, ale tylko niektóre z nich
uda się odczytać. Duża część została
bezpowrotnie zniszczona przez czas i środowisko
w jakim się znajdowały.
JAK ZGINĘLI - Według ludzi pamiętających
wydarzenia z początku lutego 1945 roku żołnierze
zbierano z pobliskich wiosek po dwóch, pięciu w
punkcie zbiorczym. Tutaj prawdopodobnie (rel.św.)
spisano ich personalia i odebrano dokumenty.
Następnie grupę ok 20 żołnierzy prowadzono w
kierunku pobliskiego lasu. Oto relacja złożona z
zeznań kilku swiadków wydarzeń z lutego 1945
roku:
"Jaku kilkunastoletni chłopiec, wraz z
rówieśnikami bardzo nas to całe zamieszanie
interesowało. Widzieliśmy jak paru żołnierzy
radzieckich wyprowadza skrajnie wyczerpanych
żołnierzy niemieckich w kierunku boru. Mimo, iż
Rosjanie odganiali nas od konwoju w pewnej
odległości szliśmy za nimi nie zdając sobie
sprawy co się za chwile wydarzy. Dwóch, albo
trzech Rosjan trzymało w rekach pepesze. Kolejny
wybiegł z pobliskiego domu, nerwowo założył
magazynek i szybko pobiegł za konwojem. W końcu
wszyscy się zatrzymali. Rosjanin coś powiedział
do stojących przed nim w odległości może 10 lub
20 metrów jeńców. Ci stali w dość zwartej
grupie, jednakże z ich wyrazów twarzy widać
było, iż zrozumieli co się za chwilę wydarzy. Po
krótkich słowach wypowiedzianych przez Rosjanina
natychmiast przed niego wyszło 3 lub 4 żołnierzy
Radzieckich z automatami, szybkim ruchem
przeładowali broń i gradem kul powalili Niemców
na ziemie. Większość z naszej grupy, która
obserwowała całe zajście uciekła, a ja
przerażony razem z nimi. Ktoś został, ale do
dziś nie wiem kto. Słyszałem tylko, jak
uciekaliśmy pojedyncze strzały. Później mówiono
w wiosce, iż strzały te pochodziły z pistoletu,
którym dobijano rannych ale tego nie mogę
potwierdzić."
Egzekucje przeżył tylko jeden żołnierz
niemiecki, który kiedy tylko odeszli żołnierze
radzieccy, wydostał się spod sterty ciał i udał
się do wioski. Dostał od ludzi cywilne ubranie i
udał się w drogę na zachód. Prawdopodobnie nie
udało mu się zbyt daleko zajść i zginął w jednej
z pobliskich wiosek. Poległych po pierwszych
roztopach pochowali Polacy. Pozbierawszy ciała
wykopano dla nich grób w pobliskim lesie, a
mieszkańcy od czasu do czasu zapalali w tym
miejscu świeczkę, a swoim dzieciom podczas
spacerów w tym miejscu opowiadali historię
leśnej mogiły.
»
powrót do listy poszukiwań |